piątek, 28 listopada 2008

pomarańcza z kawą

Dziś znalazłam na blogu palce lizać zaproszenie do cytrusowej zabawy kulinarnej i od razu pomyślałam o mojej ukochanej nalewce pomarańczowo-kawowej. Naleweczka o wyraźnie pomarańczowym zapachu i aromacie, z mocną kawową nutą, doskonale pasuje do "cytrusowej chwilki", robi się ją szybciutko, a po miesiącu z kawałkiem jest bardzo dużo czasu na delektowanie się cytrusowymi chwilkami ;)

Nalewka pomarańczowo-kawowa
(podaję ilości na jeden słój, należy robić jednak w większych ilościach, bo nalewka z reguły cieszy się dużą popularnością)
  • 2 niezbyt duże pomarańcze
  • ok 70 ziarenek dobrej kawy (ja tym razem użyłam kawy z Wietnamu, którą dostałam w prezencie; można wypróbowywać różne i sprawdzać, z którą efekt jest lepszy)
  • ok 20 łyżeczek cukru
  • ok 1 l czystej wódki (tym razem użyłam Bolsa, wcześniej robiłam na Sobieskim)
  • spory słój, który można szczelnie zamknąć
Pomarańcze dokładnie umyć i osuszyć, oczywiście używamy tak naprawdę tyle pomarańczy, ile nam się zmieści do naczynia (ja obecnie mam jeden słoik z dwoma i jeden, mniejszy, z pojedynczą pomarańczą). Następnie ostrym nożem robić nacięcia na skórce i wpychać tam całe ziarenka kawy. W oryginalnym przepisie (który dostałam od Pani Doroty, trenerkę tai chi) wypada ich dokładnie 33 na każdą pomarańczę - ja tam nie liczę, więc z reguły wychodzi mi ok 35. Następnie zasypać pomarańcze cukrem (w org. znów 33 łyżeczki, ja zmniejszyłam tę ilość) i zalać wódką, tak by zakryła pomarańcze. Zamknąć słoik dokładnie i zostawić na - ok 30-35 dni (w org. dokładnie 33 dni*), od czasu do czasu można wstrząsnąć, żeby cukier się ładnie rozpuścił). Na koniec przelać (przez gazę!) do ładnej butelki. Pić w małych ilościach ;)


* w wersji oryginalnej, jak widać przepis jest trochę mistyczny i, z wiadomych względów, zwany chrystusówką.

Od razu przyznaję się, że nalewkę nastawiłam już parę dni temu, żeby zdążyć na święta (jakoś mi się to połączenie bardzo świątecznie kojarzy), ale ponieważ nalewka nadal się robi, a poza tym obok tarty cytrynowej (w następnej cytrusowej zabawie do niej wrócę), to moje ulubione "danie" cytrusowe własnej produkcji, więc mam nadzieję, że "wysoka komisja" nie odrzuci przepisu.


Brak komentarzy:

Drukuj

LinkWithin