Do prozy Doroty MasÅ‚owskiej miaÅ‚am dwa nieudane podejÅ›cia. Wiem, że Wojna polsko-ruska wywoÅ‚ywaÅ‚a achy i ochy, ale – parafrazujÄ…c klasyka – jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca. Po tych próbach uznaÅ‚am, że nie po drodze mi z MasÅ‚owskÄ…. Aż tu nagle wpadÅ‚a mi w rÄ™ce książeczka WiÄ™cej niż możesz zjeść (Noir sur Blanc 2015). PodchodziÅ‚am do niej jak pies do jeża, ale w koÅ„cu zerknęłam do Å›rodka. I mogÅ‚am tylko pluć sobie w brodÄ™, że nie wczeÅ›niej.
Więcej niż możesz zjeść to zbiór felietonów parakulinarnych, które ukazywały się dwa lata temu w Zwierciadle. Parakulinarne to słowo-klucz. Teksty niby oscylują wokół kuchni, ale pojmowanej raczej jako sytuacji socjologicznej niż stania wśród garnków. Zamiast zmagań z materią, otrzymujemy zapis zmagań z rzeczywistością, codziennym lub niecodziennym życiem, podróżami, dziećmi, sąsiadami. Oczywiście wszystko napisane precyzyjnym i ostrym niczym nóż szefa kuchni językiem. Tekścik są krótkie, w sam raz na spożycie tuż przed snem, zamiast wieczornej przekąski. A sny są po nich odjechane bardziej niż po dopalaczu "Mocarz".
Jako że Rozkosze Stołu to blog kulinarny, powinien być jakiś przepis. Wzorując się zatem na Dorocie Masłowskiej (wiedząc, że oryginałowi nie dorastam do pięt, podejmę jednak ryzyko) podaję przepis na nieco czasochłonną, ale nieodmiennie smaczną potrawę Jak zostać nieznanym blogerem (podanym przepis dotyczy blogerów kulinarnych, ale na pewno po przeróbkach da się zastosować do innych kategorii).
![]() |
| Źródło: nieznane (jak ktoś zna, to niech podeślę, chętnie uzupełnię) |
Jak zostać nieznanym blogerem
1 x pełnoetatowa praca, najlepiej usytuowana jak najdalej od miejsca zamieszkania
1 x wygłodniały mąż (można zastąpić partnerem dowolnej płci)
1 x mieszkanie standardu polskiego z ciemną kuchnią i absolutnym brakiem miejsca, żeby robić wystylizowane sesje fotograficzne
2 x kot długowłosy (ewentualnie można zastąpić kotem krótkowłosym, psem lub kanarkiem, ale nie gwarantuję, że rezultaty będą równie doskonałe)
Wykonanie: wrócić z pracy do domu godzinę później, gdyż są korki. Przygotować dowolną potrawę. Spróbować zrobić jako takie zdjęcia na parapecie, posługując się minimalną ilością akcesoriów (świetnie sprawdza się jedna jedyna podkładka z Ikei). Pokląć w międzyczasie na wczesne zachody słońca, manewrując statywem zrzucić wszystko ze stolika kawowego. Ujęć nie może być więcej niż pięć, bo z tyłu już się czai wygłodniały mąż, a i tobie kiszki marsza grają. Zjeść potrawę.
Trzy dni później wrzucić zdjÄ™cia do komputera. Sprawdzić czy na pierwszym planie znajdujÄ… siÄ™ jakieÅ› kocie wÅ‚osy (przy odrobinie wprawy – jak u mnie – zawsze siÄ™ jakieÅ› znajdÄ…). Sklecić trzy sÅ‚owa wstÄ™pu (należy wystrzegać siÄ™ snucia ciekawych, osobistych i/lub wzruszajÄ…cych opowieÅ›ci o tym, jak wÅ‚aÅ›nie to danie serwowaÅ‚a nam ukochana, acz już zmarÅ‚a, Babunia). Wreszcie wrzucić notkÄ™ na bloga okraszajÄ…c wybranymi zdjÄ™ciami kocich kÅ‚aków z potrawÄ… w tle. Powtarzać do skutku albo do znudzenia. Smacznego!
![]() |
| Źródło: smakocie.com |




